Podobno poseł Witold Waszczykowski z Prawa i Sprawiedliwości ogłosił, że zamierza przyłączyć się do narzucanego przez Ruch Palikota i SLD audytu prawa pod kątem obyczajowych zboczeńców. Razem z ferajną Palikota i Millera zamierza on badać, „co przeszkadza ludziom żyć razem, dziedziczyć czy odwiedzać się”. Ponoć – przynajmniej tak informował Tomasz Terlikowski – wszystko to po to, by „polepszać kontakty między ludźmi”. No i proszę jakiego empatycznego modernistę ma Prawo i Sprawiedliwość w swoich szeregach.






Już od tygodnia komentatorzy w mediach natrząsają się z zaskakującej dla wielu wolty czołowego polityka SLD Bartosza Arłukowicza, który mimo własnych wcześniejszych zastrzeżeń wobec Platformy Obywatelskiej przyjął intratne stanowisko w Kancelarii Premiera. Wypominano mu, że przecież jako członek komisji hazardowej nie raz „wespół zespół” bezceremonialnie przeczołgał jej przewodniczącego Mirosława Sekułę...
Od czasu tzw. lądowania człowieka na Księżycu nie było prawdopodobnie równie hucpiarskiej medialnej ściemy, jak ta dotycząca gwałtownego zejścia z tego świata niejakiego Osamy bin Ladena. Pomijając już wirtualność samej postaci, jak również kierowanej przez niego domniemanej Al-Kaidy, należy jednak skonstatować, że przywódcy światowi, od lat, czy nawet wieków, pracujący nad ogłupieniem sterowanych przez siebie mas, widać uznali, że mają już w całym świcie do czynienia z takimi idiotami, że można im wcisnąć każdy, nawet rodem z najbanalniejszej gry komputerowej, scenariusz. I wszyscy to kupią – byle było głośno, byle głupio…
Już prawie dwieście lat temu, na przełomie klasycyzmu i raczkującego romantyzmu, surowy krytyk literacki Kajetan Koźmian nie zostawił suchej nitki na początkującym poecie z dalekiej Litwy, niejakim Adamie Mickiewiczu, analizując jego debiutancki tom Ballad i romansów. W konkluzji nielitościwy Zoil napisał wręcz, że jest to literatura dobra dla „niedomytych litewskich praczek i dziewek domowych”. Z dwóch sztandarowych przedstawicieli słynnego XIX-wiecznego sporu między klasykami a romantykami, przetrwał rzecz oczywista tylko wieszcz Adam, o konserwatyście z Warszawy praktycznie nikt już nie pamięta...
Aż ciśnie się pytanie – skąd te przepastne różnice w podejściu policjantów i strażników miejskich do chuliganerii, przestępców i do zwykłych ludzi, którzy czasami zmuszeni są na swój sposób prostować chorą rzeczywistość? Wbrew pozorom nie wynika to z jakiejś nadzwyczajnej złośliwości, ani też z pozostawiającego wiele do życzenia morale funkcjonariuszy. Wyjaśnienie jest nadzwyczaj proste – inicjatywa policji ograniczona jest absurdalnymi, a wręcz paraliżującymi jej skuteczne działanie przepisami...





